środa, 12 czerwca 2013
Pasterka bis!
Goście festiwalu na pewno nie będą się nudzić, mogą przebierać między koncertami, prelekcjami i zaskakującą liczbą warsztatów (graficznych, tanecznych, foto, skrzypcowych, kabaretowych i wokalnych). Zagrają Dom o Zielonych Progach, Adsu, Basia Beuth, Bieguni i Bez Zobowiązań. Młodzi wykonawcy spróbują swoich sił w konkursie, najlepsi wystąpią na wielkim, niedzielnym finale. Dodatkowo miłośnicy małych i dużych gór posłuchają opowieści podróżników i obejrzą filmy prezentowane na zaprzyjaźnionym Przeglądzie Filmów Górskich w Lądku.
Jednym słowem - przyjedźcie i poczujcie ten wyjątkowy klimat końca świata :-).
Szczegóły na stronie pasterskieanioly.pl.
sobota, 17 listopada 2012
VIII Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej
Szczegóły znajdziecie na stronie http://przeglad.wgorach.art.pl/2012, od siebie dodam, że możecie spodziewać się kilku miłych niespodzianek. Przypominam też, że w od piątku do niedzieli istnieje możliwość wzięcia udziału w profesjonalnych warsztatach wokalnych.
wtorek, 22 maja 2012
Georgia in my mind!
piątek, 20 kwietnia 2012
Festiwal Sztuk Niebanalnych "Pasterskie Anioły"
Świat festiwali piosenki studenckiej jest od lat ustabilizowany i przewidywalny, każdego roku można spodziewać się wspaniałego końca zimy na łódzkiej YAPIE, powiewu północnego powietrza na Bazunie, długich nocy w bazie pod Ponurą Małpą i uczty dla duszy na stołówce wrocławskiej Politechniki. Od czasu do czasu na mapie imprez pojawiają się i znikają nowe punkty. Niektóre z nich świecą coraz jaśniej, niektóre zaś gasną zapomniane przez dawną publiczność.
Już w najbliższe wakacje będziecie mieli okazję odwiedzić debiutujący Festiwal Sztuk Niebanalnych "Pasterskie Anioły" w Górach Stołowych (29 VI - 1 VII). Zapowiada się on naprawdę interesująco! Niczym swój bieszczadzki odpowiednik łączy bowiem muzykę z innymi rodzajami sztuki - przede wszystkim z poezją i kabaretem. Zagrają dla Was zarówno gwiazdy sceny studenckiej (Dom o Zielonych Progach, Słodki Całus od Buby, Nad Porami Roku, Celtic Tree), jak i bardowie (Piotr Bukartyk) oraz muzycy alternatywni (Babu Król). Zetknie się ze sobą kilka sposobów interpretowania poezji i wiele gustów. Prawdziwą gratką będzie finałowy recital, który - jak przystało na festiwal związany z piosenką turystyczną - odbędzie się pod schroniskiem na Szczelińcu!
Oprócz muzyki na gości czekają również inne atrakcje - z ciekawszych wymienię spotkania podróżnicze i śniadania z poetami. Jeśli nie macie planów na przełomie czerwca i lipca - gorąco zachęcam do odwiedzenia malowniczej Pasterki. Szczegóły znajdziecie na stronie pasterskieanioly.pl, możecie też odwiedzić i polubić facebookowy profil imprezy.
niedziela, 19 czerwca 2011
V Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej KROPKA
Stało się – znów mamy lato, a wraz z latem dziesiątki porozrzucanych po górach festiwali. Jeden z nich ma w sobie coś szczególnego, łączy bowiem klimaty wschodnioeuropejskiego folku, polskiej poezji śpiewanej i czeskiej kultury trampów. Mowa oczywiście o głuchołaskiej KROPCE, zaczynającej się już 14 lipca.
W tym roku impreza potrwa aż cztery dni. Rozpocznie się czwartkową OFFsceną, na której zaprezentują się najmłodsze z zespołów. W piątek wystąpią m.in ukraińska AtmAsfera, Robert Kasprzycki oraz Lubelska Federacja Bardów. Na sobotnich koncertach usłyszycie wykonawców od lat związanych z piosenką folkową i turystyczną – przede wszystkim Orkiestrę Św. Mikołaja, Ciszę jak Tą, Bez Zobowiązań, Dom o Zielonych Progach oraz Słodkiego Całusa od Buby. Niedziela, jak przystało na dzień muzyki trampów, wypełni się klimatami rodem z Czech – zagrają Žalman a společnost, BLAF, Pavlína Jíšová a přátelé, Epy de Mye oraz wielka gwiazda czeskiego folku, czyli Čechomor.
Organizatorzy szykują dla Was miejsca noclegowe (pod dachem i na polu namiotowym) dostępne za symboliczną opłatą, wstęp na koncerty jest wolny. Żyć nie umierać, oby tylko ominęły nas tradycyjne burze :-). Zapraszamy do Głuchołaz!
Więcej informacji: http://kropka.art.pl/2011
Daj znać swoim znajomym, że jedziesz na Kropkę! :-)
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Mariusz Zadura na Bakcynaliach 2010
W listopadzie 2010 roku na lubelskich Bakcynaliach Mariusz Zadura postanowił jeszcze raz przypomnieć nam swoją twórczość. Podczas magicznego koncertu zagrał piosenki zarówno stare, jak i dotąd nieznane szerszej publiczności. Nie zabrakło Chorego na wyobraźnię i Szkicu do portretu, zabrzmiała antymilitarystyczna Reduta, widzów oczarowała polska wersja amerykańskiego przeboju Butterfly Fly Away, którą Mariusz Zadura zaśpiewał w duecie z dziesięcioletnią córką. Poeta oddał również cześć nieżyjącemu już Tomkowi Szczęsnemu (występowali razem w ramach programu Popiół czy diament) w postaci epitafium Piosenka dla przyjaciela.
Mam dla fanów Mariusza Zadury niemałą niespodziankę - pięciominutowy skrót powyższego koncertu, zawierający część zagranych utworów. Przekazuję podziękowania dla organizatorów Bakcynaliów za dostarczenie niezbędnych materiałów :-).
sobota, 27 listopada 2010
Relacja z VI WPKS we Wrocławiu
W zeszły weekend odbył się zapowiadany już przeze mnie VI Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej. Wrażenia z niego wciąż plątają się po zakamarkach mojej głowy, od dawna nie zdarzyło mi się brać udziału w zdarzeniu równie magicznym. Tym razem chciałbym odejść w relacji od typowego, sprawozdawczego tonu i skupić się na rzeczach, które wzbudziły we mnie najwięcej emocji.
Istotę VI WPKS ująłbym w trzech aspektach: muzyka, ludzie i talent. Warstwa muzyczna to oczywiście nieustające koncerty zespołów z obszaru kultury studenckiej, warstwa ludzka to rzesze gości i wolontariuszy, mające okazje do spotkania się i wspólnego przebywania. Ostatni z aspektów, talent, to próba wniesienia w mały światek poezji i turystyki powiewu nowości. Być może nie zgodzicie się z tym, co napisałem, ale na mój gust to właśnie te trzy filary dźwigały niczym Atlas atmosferę "Wrocławskiego PKS-u".
A było co dźwigać... Przygotowania do imprezy trwały już od października, armia ochotników poświęcała swoje wieczory na wspólne spotkania, zawiązywały się przyjaźnie i znajomości. Akademicka stołówka powoli odzyskiwała swój utracony przez chude lata blask, aby w piątkowy wieczór przywitać setki gości ze wszystkich zakątków kraju. I stało się! Gdy ze sceny popłynęły pierwsze akordy gitar, publiczność nagle znalazła się w odrealnionej krainie, coraz bardziej chłonąc poezję i muzykę. Po kilku chwilach widzowie stanowili już niemal jedność, zarówno ze sobą, jak i łagodnymi rytmami. Tego dnia wystąpili wykonawcy związani z projektem "W górach jest wszystko co kocham". Zaskoczeniem dla mnie był zespół Bez zobowiązań, który zagrał olśniewająco, zarówno od strony technicznej, jak i magicznej :). Nie zawiódł również Słodki Całus od Buby – zgodnie z przewidywaniami porwał widownię mieszanką rocka i liryki. Co najlepsze, festiwalowy piątek nie skończył się wraz z zejściem ze sceny ostatniego artysty. Przywitał nas gościnny klub Dziekanat, w którym na parterze trwała już alternatywna impreza z Krzysztofem Jurkiewiczem i Mariuszem Kamperem. Od tej chwili sen stał się towarem mocno deficytowym...
Ale zabawa zabawą, a obowiązki obowiązkami. W sobotę rano (tak, nazwijmy to roboczo ranem!) trzeba było jakoś wstać i pomóc zaproszonym zespołom w noszeniu sprzętu. Znalazła się nawet chwila na jedyną w ten weekend wycieczkę do domu (bądź co bądź oddalonego o 20 minut autobusem). O godzinie 15:00 nastąpił długo przeze mnie oczekiwany koncert konkursowy, tak jak wspomniałem – jeden z fundamentów Przeglądu. W tym roku zakwalifikowało się do niego aż 25 wykonawców, jury stanęło przed trudnym zadaniem wyłonienia trójki laureatów. Mnie osobiście do gustu przypadły występy Katarzyny Nowak (ciarki latają mi po plecach na samo wspomnienie o tym głosie), Macieja Czerneckiego (za pewność siebie i obsługę gitary), Barda Duo (za twórczość, do której bardzo przyjemnie się wraca), Michała Wojtusika (za warsztat i ucieczkę od wgórowej konwencji piosenki), Jednym Słowem (za piosenki, które pamięta się dłużej, niż 2 minuty po odsłuchaniu), Dlaczego Nie (za stwierdzenie, że wrocławskie akademiki na Wittiga to drugie ZOO ;)) no i oczywiście Myśli Rozczochranych Wiatrem Zapisanych (laureaci I miejsca i Nagrody Publiczności, za znokautowanie konkurencji). Możecie wynieść mnie z bloga na widłach, ale uważam, że najsłabszy występ zaliczyły Pomysły Znalezione w Trawie (które zdobyły ku mojej dezaprobacie drugie miejsce). To tyle w temacie konkursu.
Dalsza część soboty przyniosła nam dwa koncerty. Centralnym punktem pierwszego z nich był niewątpliwie comeback Romana Romańczuka. Jego występ przypominał mi w pewnym sensie zeszłoroczny koncert Leszka Kopcia (oboje zresztą współtworzyli niegdyś wrocławską Muzyczną Cyganerię). Nie zabrakło jednego z przewodnich utworów VI WPKS-u – "Domu, który moją puentą", do słów i muzyki Paula Simona. Było bardzo poetycko i nastrojowo. Niemałego zamieszania na scenie narobiła niedługo później Grupa Caraboo, która na długie tygodnie zakodowała widzom w głowach piosenkę "Dobranoc" (i tu pojawia się pewna niedogodność pisania relacji – wszelkie muzyczne obsesje i opętania przeżywa się podwójnie!). Druga część koncertów upłynęła pod znakiem radosnych rytmów YesKiezSirumem (tym razem mi się nawet podobali!) no i oczywiście występu rodzimego Domu o Zielonych Progach. Kto by pomyślał, że grubo po północy publiczność zacznie szaleć i grzmieć brawami o kolejne bisy. Ostatnia ze scenicznych głupawek Domu sprawiła, że słowo "ulele" stało się jedną z festiwalowych "legend". Na koniec Michał Łangowski i Wojciech Szymański przedstawili repertuar przygotowany w ramach projektu "Ze Starej Szuflady". Dotyczył głównie kołysanek, ale widzowie nie dali się zwieść i wytrzymali dzielnie aż do ostatnich akordów.
Wydawać by się mogło, że brak piątkowego snu wykluczy załogę stołówki ze wspólnego śpiewogrania, ale nic bardziej mylnego. Bez śladu zmęczenia doczekaliśmy pierwszych promieni słońca, którymi przywitał nas reklamowany szumnie Dzień Życzliwości. Jego obchody nam trochę nie wyszły (zainteresowani wiedzą czemu ;)), ale w ramach łagodzenia obyczajów urządziliśmy sobie świąteczne śniadanie (czytaj: zamówiliśmy pizzę). Czas jakoś szybko zleciał, w wolnych chwilach brzdąkaliśmy sobie na zapleczu zapomniane piosenki. Nakryła nas nawet Grażyna Kulawik, w samym środku któregoś z bukowinowych utworów. Popołudniu rozpoczął się ostatni koncert z udziałem silnie znanych zespołów, przeplatany występami konkursowych laureatów. Zagrały Lubelska Federacja Bardów oraz Wolna Grupa Bukowina, w przededniu 40-lecia twórczości. Występ Bukowiny trochę mnie zawiódł, nikt z jej członków nie zdobył się bowiem na odrobinę oryginalności, prezentując repertuar (a nawet konferansjerkę) sprzed dwóch lat. Miłym akcentem niedzieli stało się niewątpliwie podziękowanie wolontariuszy dla organizatorów – Wojtka Szymańskiego i Eli Korybut, złożone ze sceny w postaci piosenki "W górach jest wszystko co kocham". Po zakończeniu koncertów sprzątnęliśmy w trymiga stołówkę i zagospodarowaliśmy sobie ostatnią z festiwalowych nocy.
Nad ranem przyszedł czas na długi sen i powrót do szarej rzeczywistości. Magia ostatniego weekendu wciąż jednak unosi się w powietrzu i nie pozwala skupić się nad codziennością. Jeśli za rok będzie jeszcze ciekawiej, to ja już zaczynam odliczać dni do kolejnego wrocławskiego listopada!
niedziela, 31 października 2010
VI Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej
19 listopada 2010 r. do stolicy Dolnego Śląska zawita kolejna, szósta już edycja Wrocławskiego Przeglądu Kultury Studenckiej. W ciągu trzech festiwalowych dni wystąpią najważniejsze zespoły sceny poetyckiej i turystycznej, Wybrzeże Wyspiańskiego jak co roku napełni się maestrią łagodnych dźwięków. Oprócz wyjątkowej oprawy muzycznej na gości czeka jedyna w swoim rodzaju atmosfera, podsycana przez magię samego Wrocławia.
Co wyróżnia Przegląd z grona dziesiątek podobnych imprez? Przede wszystkim WPKS (podobnie, jak wakacyjna Kropka) pisze dopiero swoją tradycję. Pomimo tak młodego wieku gromadzi tłumy wiernych widzów, każdy uczestnik Przeglądu w jakimś sensie tworzy jego formułę i historię. Muzyka, poezja – to wszystko tak naprawdę pretekst do spotkania z ludźmi, do rozmów do świtu przy dźwiękach gitar, do wspólnego słuchania i wspólnej zadumy. W dodatku Wrocław, jako ojczyzna projektu "W górach jest wszystko co kocham", stanowi niepowtarzalne tło dla ambitnej kultury. Brak tu zadufania, kompleksów i wydumanych aspiracji. Być może mój opis jest mocno przesłodzony, ale mam nadzieję, że choć po części oddaje charakter miasta i samej imprezy.
Nie chcę rozpisywać się o programie VI WPKS, w końcu wszelkie potrzebne informacje znajdziecie na oficjalnej stronie www. Warto wspomnieć, że zagra Lubelska Federacja Bardów oraz Wolna Grupa Bukowina (w przeddzień 40. urodzin!).
Linki
wtorek, 20 lipca 2010
IV MFPT Kropka 2010 – relacja
W weekend 16-18 lipca w Głuchołazach odbył się IV Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej KROPKA 2010. Jak co roku miasto wypełniło się rzeszami polskich i czeskich miłośników poezji śpiewanej. Mimo kompletnego załamania pogody festiwal należy zaliczyć do niezwykle udanych, poniżej przedstawiam Wam obszerną do bólu relację.
Piątek
Piątkowy koncert rozpoczął się późnym popołudniem, na pierwszy ogień poszedł związany z Głuchołazami zespół "Za mało piwa", niestety przyjechaliśmy na Kropkę mocno spóźnieni (Wrocław i jego remonty...) – zdążyliśmy dosłownie na końcowe podziękowania dla publiczności. Warto wspomnieć, że "Za mało piwa" należy do grona pomysłodawców festiwalu, czyni więc honory otwarcia każdej jego edycji.
Konferansjerem koncertu był sam Artur Andrus. Zaskakiwał co rusz publiczność błyskotliwymi monologami, nie szczędził też ciętych uwag. Umiejętność ripostowania bardzo przydała mu się w starciu z kolejnym wykonawcą, Jerzym Filarem. Artysta przyjechał na Kropkę wraz z basistą Wolnej Grupy Bukowiny, pianistą Mikroklimatu i poetką, Barbarą Sobolewską. Swój występ rozpoczął wymyślając piosenkę dla Artura Andrusa, ale nie znalazłszy rymu do "eee" przeszedł do właściwego śpiewania. Najpierw rozchmurzył publiczność słowami "Kiedy wstajesz lewą nogą, o, nie martw się...", później wprowadził trochę zadumy piosenką "Za szybą". W pewnej chwili do akcji wkroczyła Barbara Sobolewska - pomogła w wykonaniu "Bluesa niepotrzebnych powrotów" i "Niedogotowanej manny". Swojej 11-miesięcznej córce Jerzy Filar zadedykował liryczny utwór o zaprzyjaźnieniu się z aniołem stróżem, tuż po "Cieniach" dał się też z pewnymi oporami przekonać do zaśpiewania "Sikoreczki" (przy okazji wymyślając kilka zwrotek). Po przedstawieniu wizji swojego snu rodem z "Seksmisji" przytoczył utwór "Jola, Ola", do słów Jacka Cygana. Na koniec bisował "Listopadami liści", po czym wyniósł za scenę kompletnie zaskoczoną wolontariuszkę wręczającą mu kropkową statuetkę.
Po dłuższej wymianie zdań między rozbawionym Andrusem a Filarem na scenę wszedł zespół "YesKiezSirumem", promujący na Kropce swoją nową płytę "Muzyko!". Nie jestem największym fanem YesKiezów, ale trzeba obiektywnie przyznać, że występ był udany (może poza nagłośnieniem pierwszych piosenek, gdy technik chyba nie nadążał za dynamicznymi rytmami). Jednym z ich znaków firmowych jest inspiracja wielokulturowością – widać to chociażby po nazwie zespołu oznaczającej "Kocham cię" po armeńsku. Wielka różnorodność stylów z jednej strony wzbogaca muzyczny warsztat, a z drugiej trochę utrudnia odbiór utworów, ale, jak to mawiają – de gustibus non est disputandum :-). YesKiezi zagrali m.in. "Pod osłoną dnia", "But w butonierce", "Żyj mój świecie", "W dzikie wino zaplątani" i "A jak już będziesz moją żoną". Swojemu wydawcy, Wojtkowi Szymańskiemu, zadedykowali pieśń "Olejek wonno bursztynowy". Na sam koniec zostawili swój wielki przebój, czyli "Z Aniołami".
Podczas, gdy Artur Andrus robił użytek ze swojego Zakładu Usług Satyrycznych, do występu przygotowywali się już najbardziej oczekiwani wykonawcy tego wieczoru, czyli Jan Wydra i Irek Wójcicki z "EKT Gdynia". Rozpoczęli rozgrzewając widzów opowieścią o beskidzkim barze, a następnie – pozostając w zachmielonych klimatach – zagrali "Takie małe piwo" i "Monotematyczną piosenkę turystyczną". Nieznośnie upalną tego dnia aurę schłodzili śpiewając kilka szant (w tym oczywiście "Wreszcie płynę"), aby potem wywołać owacje publiczności słowami "Ludzie, nie sprzedawajcie swych marzeń". Swoim przyjaciołom i fanom podziękowali utworem "Stary album". Na koniec zagrali nieznaną mi wcześniej "Koszerkę" i zabisowali "Morzem, moim morzem".
Po EKT nastąpiła zupełna zmiana klimatu – na scenę wszedł "Czerwony Tulipan", zespół obchodzący 25–lecie pracy twórczej. Ewa Cichocka, Krystyna Świątecka i Stefan Brzozowski zaprezentowali swoje najbardziej znane przeboje, w tym "Stukot kół", "Prosty jak zegarek świat", "Jedyne co mam" i "Ja zwariuję" (ze świetną grą aktorską na scenie). Pewną niespodziankę stanowił cover utworu "Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena. Nie mogło zabraknąć szalonej recytacji wiersza w wykonaniu Ewy Cichockiej – na celowniku znalazła się "Lokomotywa" Tuwima w czeskim przekładzie, jak przystało na międzynarodowy festiwal.
Ostatni z piątkowych koncertów zagrała Martyna Jakubowicz, pierwsza dama polskiego bluesa, łącząca klasyczny rock z wrażliwymi i refleksyjnymi rytmami. Choć oczy się już mocno kleiły, dotrwaliśmy do samego końca, aby posłuchać najbardziej znanych utworów – "W domach z betonu nie ma wolnej miłości", "Młodego wina" i polskiej wersji "Knockin' on Heaven's Door".
Noc była gwieździsta i niesamowita, tradycyjnie zasiedliśmy więc przed namiotami do śpiewania. Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły wychodzić zza drzew pobiegliśmy przespać choć krótką chwilę przed kolejnym upalnym porankiem.
Sobota
Drugi dzień festiwalu rozpoczął się potwornym ukropem, nie sposób było wytrzymać ani na słońcu, ani w cieniu. Pełni nadziei na ochłodzenie popędziliśmy nad rzekę, niedługo później rozpoczęła się tradycyjna, kropkowa burza. Ściana wody przyprawiła nam troski o pozostawione na polu namioty, przez co spóźniliśmy się nieco na koncerty.
Koncert konkursowy (nazwany Przeglądem Utworów z CHarakterem – w skrócie PUCH) był szansą dla młodych wykonawców, którzy mogli tu zdobyć cenne nagrody i nominacje na ważne festiwale. Zagrali m.in. "Calcjumfolii" z Torunia (w zeszłym roku dostali wyróżnienie za efekty specjalne w związku z wielką burzą podczas ich występu; tym razem zaprezentowali dwa utwory: "Cierń" do słów Różewicza oraz "Kołomacieja" do słów Marii Sowisło), "Chwila nieuwagi" z Rybnika (laureaci Yapy i Nagrody Wojtka Bellona; zagrali utwory "Karczma" do słów Leśmiana oraz "Pedziała mi matka" własnego autorstwa, napisany po śląsku), "Z odzysku" (dwa utwory – "Ranek w górach" do słów Asnyka i "Aniołek", wpadające w ucho, ale zaśpiewane trochę "bez śniadania"), Piotr Kłeczek (zaprezentował polskie wersje dwóch pieśni Nohavicy – "Gwiazdę" i "Gdy odwalę kitę", jego czarny garnitur zdecydowanie pasował do dramatyzmu drugiego z utworów; niestety mocny głos kontrastował zauważalnie ze słabym, konkursowym nagłośnieniem), Wiesław i Martyna Ciecieręga (muzyczna rodzina, moi faworyci, zaśpiewali dwa naprawdę fajne utwory, będące interpretacjami Asnyka i Ziemianina), Piotr Płaza (przedstawiciel klasycznej piosenki turystycznej, przyjechał niemal z całym fanklubem, mimo mocnego i radiowego głosu jego utwory nie przypadły mi do gustu), "Jednym słowem" (Ania Grabowska i Tomasz Henciński – jeszcze w zeszłym roku występowali w konkursie niezależnie od siebie; ich utwory skupiały się bardziej na przekazie liryki, niż walorach muzycznych), Sergiusz Orłowski z Częstochowy (zagrał "Dom mój" do słów Bellona oraz "List"), "Zielone Liście" (trzy utwory – powolne "Gwiazdy", zaśpiewany w stylu Wołosatek "Śnieg" oraz "Blues Opawskich Gór" przygotowany specjalnie na konkurs piosenki promującej region) i Mariusz Lewicz. W trakcie koncertu konkursowego znów przeszła spora burza, co znacznie przerzedziło szeregi publiczności.
Długo oczekiwany koncert nocny rozpoczęli zeszłoroczni faworyci – zespół "Egon Alter" (w mocno wybrakowanym składzie w stosunku do ostatniej edycji festiwalu; zabłysnął "Piosenką antropologiczną" i jej czesko–polskim wykonaniem) oraz fenomenalne "Myśli Rozczochrane Wiatrem Zapisane", czyli Kasia Abramczyk i Gosia Niemiec wraz z ekipą instrumentalistów. Warto wspomnieć, że to właśnie tutaj, na Kropce 2009, miała początek ich artystyczna droga. "Myśli..." zagrały zarówno swoje debiutanckie przeboje ("Góry moje"), jak i nowsze utwory ("Kamienie" i "Szlakiem pór roku"), jak zawsze porywając zgromadzoną publiczność. W następnej kolejności wystąpił zespół "Pod jednym dachem" (tutaj przezwyciężył mnie sen i musiałem stanąć w przedługiej kolejce po kawę, pamiętam jednakże do dziś fajne wykonanie "Patrzę w niebo"). Gdy zawartość kofeiny w mojej krwi (a może odwrotnie? :-)) wzrosła do akceptowalnych poziomów na scenę weszła "Cisza Jak Ta", grupa absolutnie wyjątkowa, łącząca wyrafinowaną poezję z profesjonalnymi, muzycznymi aranżacjami. Aby zmieścić w jednym występie trochę gór i trochę uczucia, "Cisza..." zaczęła od "Miłości w Cisnej". Następnie rozbrzmiały: bellonowska "Kołysanka dla..." (która wbrew pozorom nie służy do usypiania!), "Chrystus Bieszczadzki", "Rozsypaniec" i "Nadzieja". Zespół pożegnał się z publicznością utworem "W naszym niebie", owacje nie pozwoliły mu jednak szybko odejść – zakończył koncert bisując "Zapachem chleba", piosenką laureatką Bazuny 2004. Niebawem zaczęła się któraś z kolei burza i trzeba było ratować dobytek, musiałem więc zrezygnować z oglądania występu Tomka Jarmużewskiego, zdążyłem za to posłuchać Basi Beuth, śpiewającej m.in. "Tak jak góry" i piosenkę ze słowami "tylko trochę wina płynie", której tytułu nie potrafię zidentyfikować. Pogoda coraz bardziej się psuła, Pioruny co chwilę rozświetlały nocne, niespokojne niebo. Ostatni wystąpił znany wszystkim "Dom o Zielonych Progach", którego nie było mi dane obejrzeć w całości. Okazało się, że organizatorzy skrócili sobotni koncert, przekładając jego końcówkę na niedzielę.
Tliła się jeszcze w naszych głowach nadzieja na nocną imprezę, ale w zaistniałych okolicznościach przyrody w kropkowej karczmie Amorek nie było już nawet miejsc stojących, zaś wycieczka do szkolnego schroniska oznaczała zostawienie na pastwę ulewy namiotów. Tak oto bezowocnie poszliśmy spać, czekając na lepszą aurę.
Niedziela
Lepsza aura oczywiście nie nadeszła, rano przenieśliśmy dobytek do zrujnowanego pensjonatu obok naszego pola namiotowego i zaczęliśmy śpiewogranie. Z czasem nawet przyłączył się do nas Karol Płudowski, a że nie było większego sensu ruszać się z miejsca – przeprowadziliśmy się do (zadaszonego, co najważniejsze!) PTSMu dopiero popołudniu. W obliczu dalszych przygód (pozdrawiam tu panią recepcjonistkę PTSMu za bardzo "miłe" potraktowanie nas) zdążyliśmy jedynie na końcówkę koncertu Trampské Hudby. Przypomnę, że grali na nim "T. O. Šíny", "Roháči", "Žalman a společnost" i "Hot Jazz Šůtrs". Nie mogliśmy oczywiście przegapić najważniejszego wydarzenia tego weekendu, czyli występu Jaromíra Nohavicy. Od dłuższego czasu krążyły plotki o jego chorobie (odwołał dwa koncerty w piątek i sobotę) oraz niechęci do grania na festiwalach. Gdy wyszedł na scenę wyglądał na niezwykle zaskoczonego reakcją publiczności, rzadko chyba zdarza się spotkać w jednym miejscu tylu Polaków i Czechów. Od razu podbił serca widzów swoją pełną humoru, polszczyźnianą konferansjerką. Zagrał właściwie wszystko, czego chciałem posłuchać — od wesołego "Dokud se zpíva", poprzez zmysłowe "Zatímco se koupeš" po garść żywiołowych utworów z Heligonką. Po ponad godzinie muzycznej uczty (także po polsku) zakończył koncert "Kometą".
Ludzie powoli zaczęli wracać do domów, my spędziliśmy jeszcze jeden nocleg w szkolnym schronisku, świętując całą noc rocznicę powstania "Myśli Rozczochranych Wiatrem Zapisanych". I puentą całego wyjazdu do Głuchołaz stała się wówczas piosenka "Pechowy dzień" Waldemara Chylińskiego, bo gdy marząc o długim śnie przekręcaliśmy się na drugi bok w ciepłych łózkach poinformowano nas, że doba hotelowa kończy się o 10:00 ;-).
Tak dla formalności:
- Koncert konkursowy wygrał zespół "Chwila nieuwagi" z Rybnika.
- II miejsce – Piotr "Płazior" Płaza z Piechowic.
- III miejsce – Martyna i Wiesław Ciecieręga z Bytomia.
- Wyróżnienia dla: zespołu "Bieguni" z Nowej Rudy, Tomasza Edmunda Drachala z Warszawy i zespołu "Zielone Liście" z Łęczycy.
Pełna lista nagród znajduje się na oficjalnej stronie kropki.
środa, 7 lipca 2010
IV MFPT Kropka 2010 – zapowiedź
UPDATE: Zapraszam do przeczytania relacji!
sobota, 8 maja 2010
Relacja z XX. Jubileuszowego Festiwalu ŁYKEND 2010
Dzień 7 maja upłynął we Wrocławiu pod znakiem poezji śpiewanej, tym razem w ramach XX Jubileuszowego Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Studenckiej ŁYKEND 2010. Pierwotnie miał się on odbyć miesiąc temu, jednakże został odwołany z uwagi na smoleńską katastrofę. Koncert przeniesiono z dobrze wszystkim znanej Wytwórni Filmów do sali koncertowej Polskiego Radia, co odbiło się całkiem korzystnie na walorach dźwiękowych. Lista wykonawców była imponująca, stąd też publiczności nie brakowało.
Pierwszy na scenę wyszedł zespół Małżeństwo z rozsądku, pod przywództwem charyzmatycznego Roberta Leonharda. Szczerze mówiąc ich występ nie przypadł mi do gustu – pomimo nienagannego muzycznego warsztatu całość wydała mi się mało charakterystyczna i trochę nudnawa. Nie zabrakło oczywiście piosenki "Już czas" (zanim zaczniecie się z niej śmiać wiedzcie, że tekst napisał sam mistrz Leśmian!), będącej swoistą wizytówką Małżeństwa. Jako druga wystąpiła grupa Nasza Basia Kochana, złożona m.in. z Jerzego Filara i Wacława Juszczyszyna. Zagrali oni koncert wspomnień, przypominający atmosferę panującą 35 lat temu na Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Publiczność szybko rozgrzała się słysząc "Sambę", a słowa "Na spacer pójdę z psem na smyczy" przyjęła prawie owacyjnie. Ostatni z zaprezentowanych utworów – "Kiedy inni muszą..." – stanowił hołd dla Wojtka Bellona, a zarazem zapowiedź następnego zespołu.
Wolnej Grupy Bukowiny. Pewnie złośliwi powiedzą, że tendencyjnie dzielę ten koncert na Bukowinę i resztę, ale według mnie to WGB wyznaczyła ramy i standardy w całym tym ciasnym światku piosenki studenckiej. Występ rozpoczął się tradycyjnie – "Majstrem Biedą". Dźwięk mocno niedomagał, co pokrzywdziło nieco Wojtka Jarocińskiego, ale w późniejszej części koncertu wszystko było już w porządku. Usłyszeliśmy pełen "harcerski" kanon, "Balladę o Cześku Piekarzu" a w ramach odpoczynku od muzycznych zabytków – "Słonecznik". Widzowie na pożegnanie "Sielanką o domu" zareagowali największymi oklaskami tego wieczoru.
Ostatnie zespoły to Bez Jacka i Słodki Całus od Buby. Ich wykonawcy występowali zarówno osobno, jak i razem – prezentując swój najnowszy wspólny projekt. Senność na oczach zaczęła już mocno przeszkadzać w odbiorze muzyki, i o ile Zbyszek Stefański zagrzał widownię do boju, o tyle Mariusz Kamper (ze SCoB) nieco ją uśpił. I nie, nie przyczepiam się tu do dziesięciominutowej wersji "Raz do roku", po prostu mollowe klimaty nie lubią się z późnymi porami dnia. Trochę zawiodłem się na akustyce, partie grane na flecie poprzecznym przez Horacego Chrząstkę były słabo słyszalne. Także Słodki Całus nie miał właściwego nagłośnienia i gubił początkowo w natłoku dźwięków gitarowe intra i solówki. Wspólne koncertowanie wypadło genialnie, właśnie tego "brakowało" bezjackowym utworom. Dołożenie perkusji, gitary elektrycznej i mandoliny tchnęło w te smutne klimaty zupełnie nową głębię.
Po zakończeniu głównej części festiwalowej przybieżeliśmy do klubu Łykend. Występowało tam Małżeństwo z rozsądku (jeszcze do dziś kołata mi się w głowie bisowany wielokrotnie "Już czas") oraz Słodki Całus od Buby (którego klubowy koncert wypadł według mnie o wiele lepiej od właściwego). Scena opustoszała, ludzie powoli zaczęli się wykruszać. Gdy usłyszeliśmy z głośników "Już piąta... może sen przyjdzie" zorientowaliśmy się, że zastało nas rano i pora uciekać :-).
niedziela, 28 marca 2010
XX Jubileuszowy Ogólnopolski Festiwal Piosenki Studenckiej ŁYKEND 2010
W dniach 8-11 kwietnia 2010 odbędzie się we Wrocławiu XX Jubileuszowy Ogólnopolski Festiwal Piosenki Studenckiej ŁYKEND 2010, obejmujący również Wrocławski Salon Jacka Kaczmarskiego.
Zagrają m.in. Wolna Grupa Bukowina, Bez Jacka, Słodki Całus od Buby, EKT Gdynia, Robert Kasprzycki i Małżeństwo z Rozsądku. Koncerty będą się odbywać w Klubie Muzycznym Łykend (wstęp oczywiście za free :)) oraz w Wytwórni Filmów Fabularnych przy ul. Wystawowej 1 (bilety od 25 do 50 zł).
Więcej informacji znajdziecie na stronie festiwalu.
niedziela, 21 lutego 2010
Szanty we Wrocławiu 2010

W sobotę 20 lutego odbył się najważniejszy, nocny koncert wrocławskiego festiwalu piosenki żeglarskiej. Organizatorzy chwalą się, że większej imprezy szantowej nikt w Polsce nie organizuje, i chyba mają tu rację :-).
Koncert zaczął się o godzinie 20:00, na początek zagrały zespoły prezentujące muzykę raczej spokojną. Publiczność (mniej liczna niż w zeszłym roku, bo za bilety trzeba było płacić jak za zboże) na początku mało angażowała się w wydarzenia na scenie, rozkręciła się dopiero wraz z występem grupy Sąsiedzi. Rozkręciła trochę na siłę, bo powtarzała ruchy i choreografię francuskiej grupy tanecznej DANSE EN OMOIS, przybyłej gościnnie do Polski. Jak co roku prawdziwy szał zaczął się wraz z wejściem na scenę Mechaników Szanty – drewniana sala WFF zadrżała od tupotu i podskoków rzeszy fanów. Atmosferę rozgrzała Orkiestra Dni Naszych, wykonująca szanty z domieszką solidnego rocka, na dźwięk którego połowa sali się zdegustowała, a połowa roznosiła w pył parkiet, krzycząc głośno na widok fajerwerków. Na sam koniec zostawiono zespół Banana Boat, który tym razem zagrał (oczywiście bez instrumentów, ale także z pomocą francuskich przyjaciół) trochę anemicznie. Po 2:00 impreza przeniosła się do wrocławskiego Łykendu, gdzie trwała jeszcze ładnych kilka godzin.
Cóż, dużo kosztowało, ale było warto! :-)
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Jaromír Nohavica znów podbija Polskę
Niebawem zacznie się kolejna polska trasa koncertowa Jaromíra Nohavicy. 11 stycznia artysta zawita w Bydgoszczy, 12 stycznia w Poznaniu, 13 stycznia w Kaliszu oraz, co najważniejsze, 14 stycznia we Wrocławiu, w Centrum Sztuki IMPART. Niestety ceny biletów nie są niskie, w puli zostały już tylko droższe miejscówki. Możecie zamówić je na stronach www.bilety24.pl oraz www.eBilet.pl.
Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie Nohavicy.
poniedziałek, 23 listopada 2009
V WPKS 2009 od kuchni

Poprzednie moje posty były z braku czasu trochę lakoniczne, postaram się więc rozwinąć nieco swoje myśli i przedstawić Wam, co tak naprawdę zaszło w ten listopadowy weekend we Wrocławiu. Dosłownie "od kuchni", bo przez 3 dni pomagałem robić kanapki i rozdawać herbatę strudzonym wolontariuszom :-).
Przygotowania do festiwalu przebiegały dość sprawnie, na pewno ułatwieniem był fakt, że stołówka Politechniki, gdzie miała odbyć się impreza, przeznaczona jest do rozbiórki albo remontu, nie mieliśmy więc niepotrzebnych stresów w postaci rzeszy jedzących studentów.
Przegląd rozpoczął się w piątek. Tradycyjnie pierwszy dzień oznaczał największy ruch, pracowaliśmy więc nieustannie majstrując kanapki i herbaty. Udało mi się obejrzeć występy Basi Beuth, Ciszy Jak Tej oraz Tomka Jarmużewskiego, w przypadku pozostałych zadowoliłem się spoglądaniem na ekrany siedzących obok baru realizatorów. Od strony organizacyjnej wszystko było na tip-top i trzeba przyznać, że że nasze kanapkowe usługi jak najbardziej przypadły do gustu wolontariuszom i wykonawcom.
W sobotę spędziliśmy na stołówce PWr łącznie 12 godzin, obsługując dwa koncerty - konkursowy i wieczorny. Pierwszy z nich był o tyle fajny, że gromadził na scenie wielu moich znajomych – w tym debiutujące zespoły EKG i Poza Czasem. EKG zagrało żywiołowego Pielgrzyma, przyprawiając publiczność o potężne ciarki na plecach, Poza Czasem zaś zaprezentował pieśni łemkowskie. Strona z wynikami konkursu znajduje się tutaj, dodam tylko, że najbardziej cieszy mnie nagroda publiczności dla "Myśli rozczochranych", absolutnie zasłużona chociażby przez piosenkę o kamieniach :-). Koncert wieczorny zgromadził wiele wgórowych gwiazd, oczywiście ukoronowaniem dnia był występ Domu o Zielonych Progach
Niedziela przebiegła bardzo spokojnie, zagrało sporo znanych zespołów, aczkolwiek publiczność nie dopisała. Sekcji kanapkowa jednak nie narzekała, bo pracy było stosunkowo mało, a można było porozmawiać przy barze z wykonawcami. Jerzy Filar zadedykował nam nawet piosenkę, musiała mu posmakować herbata ;-). Absolutnie magiczny koncert dał Leszek Kopeć, nie spodziewałem się czegoś aż tak ciepłego. Miałem z nim okazję pogadać nieco o moich rodzinnych Kielcach, okazał się niezwykłym człowiekiem. Niedługo po 20:00 było już po wszystkim, Czerwony Tulipan zakończył swój długi występ i rozpoczęliśmy sprzątanie, a potem afterparty z gitarą.
Reasumując - było super :-).
UPDATE: Rozszerzona wersja powyższej relacji znajduje się na tej stronie. Brała ona udział w konkursie, który po dziś dzień (a mam na myśli marzec 2010) nie został rozstrzygnięty :(.
niedziela, 22 listopada 2009
V Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej 2009, day two
W sobotę dla odmiany miał miejsce konkurs dla wykonawców muzycznych, pojawiło się kilka zupełnie nowych zespołów takich, jak Poza Czasem (śpiewający muzykę łemkowską) oraz EKG (który przedstawił dwa własne utwory, w tym porywającą interpretację wiersza "Pielgrzym" C.K. Norwida). Gosia i Kasia z Myśli Rozczochranych Wiatrem Zapisanych podobnie, jak w Głuchołazach, oczarowały publiczność kilkoma piosenkami utrzymanymi w mocno turystycznej konwencji. Niestety przespałem werdykt jury robiąc w sekcji kuchennej kanapki, ale naoczni świadkowie mówili o sukcesie "Myśli rozczochranych" i "Pomysłów znalezionych w trawie".
Drugą część soboty stanowił regularny koncert, wystąpiła większość wykonawców, których zaproszono do udziału w realizacji najnowszej edycji CD "W górach jest wszystko co kocham cz. VII". Nie zabrakło oczywiście Apolinarego POlka i Domu o Zielonych Progach. Poetycką i wzniosłą atmosferę wprowadził Maciej Służała. Pod koniec dnia wolontariat mocno mnie wykończył i resztę zespołów widziałem tylko na realizatorskich ekranach, nie mniej jednak było całkiem fajnie :-).
sobota, 21 listopada 2009
V Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej 2009, day one
W piątek, 20 listopada 2009, rozpoczął się zapowiadany już przeze mnie V Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, serwując publiczności smakowity dla ucha kąsek, złożony z zespołów stanowiących wręcz ikonę dzisiejszej piosenki studenckiej. Koncert rozpoczęła laureatka zeszłorocznego przeglądu, Basia Beuth, czarując zgromadzonych ludzi swoim mocnym głosem, po niej na scenę wyszedł zespół Cisza Jak Ta, który – nawiasem mówiąc – spełnił moje oczekiwania odnośnie tego wieczoru, grając "Kołysankę dla Joanny" i "W naszym niebie". Później wystąpili także: Żeby Nie Piekło (z kilkoma świetnymi kawałkami), Grupa Przejście, Tomasz Jarmużewski (niezawodnie porywając publiczność przy pomocy "Pod słońce" i "Gdzie okiem sięgnąć"), U Pana Boga za Piecem i Na Bani.
niedziela, 15 listopada 2009
Zatańcz ze mną na polanie
Na początku listopada w Kielcach odbył się kameralny koncert grupy Bez Jacka, można by rzec – dinozaura studenckiej sceny. Chociaż publiczność nie przybyła zbyt tłumnie, w niewielkiej sali Pałacyku Zielińskiego rozbrzmiała przyjemna, poetycka atmosfera. Natchnęło mnie to do napisania kolejnego posta, być może znajdziecie tu coś dla siebie.
Początki zespołu sięgają zamierzchłych lat 70., kiedy to w cieniu chęcińskiego zamku, królującego ponad wzniesieniami Gór Świętokrzyskich, muzykalna rodzina Stefańskich założyła formację "Kant", marząc o koncertowaniu w okolicznych miejscowościach. Dźwięk ich gitar, o nieco folkowym zabarwieniu, wtórował głównie poezji Leśmiana. Bracia Stefańscy zadziwiali swoim instrumentarium, Zbigniew i Jan grali na gitarach (w tym jednej dwunastostrunowej!), Jacek zaś był wirtuozem fletu, potrafił korzystać nawet z dwóch jednocześnie, urozmaicając brzmienie swoich przygrywek.
Działalność grupy przerwał wyjazd Jacka i Jana do rodzinnego Gdańska, występowali tam jako Bracia Stefańscy aż do tragicznej śmierci Jacka, pobitego prawdopodobnie przez funkcjonariuszy totalitarnego reżimu. Chcąc uczcić pamięć brata, Zbigniew Stefański reaktywował zespół, nadając mu nazwę "Bez Jacka". I tak już zostało.
No ale przejdźmy do sedna, czyli do muzyki. Poniżej zamieszczam filmik z moim ulubionym, bezjackowym kawałkiem o tytule "Za spokój mego snu".
Większość piosenek grupy utrzymana jest w podobnym klimacie, może się to wydawać czasem trochę nużące, ale na koncercie nie daje się tego odczuć :-). Charakterystyczna jest genialna gra na flecie, która widziana na żywo zachwyca kunsztem. Moja mała toplista utworów to "Absztyfikanci Grubej Berty" (czyli obrazoburczy Tuwim), "Biedny Ktoś, smutny Nikt" (tak, to ten wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej!), "Zwiewność" (Leśmiana) a także teksty własne – m.in. "Polanka" i wspomniany "Za spokój mego snu".
niedziela, 18 października 2009
V Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej 2009
Wielkimi krokami zbliża się piąta, jubileuszowa edycja Wrocławskiego Przeglądu Kultury Studenckiej. Od 20 do 22 listopada, na stołówce Politechniki Wrocławskiej, zagrają dla Was najbardziej znani wykonawcy wgórowej sceny, począwszy od Basi Beuth, Tomka Jarmużewskiego, zespołu Cisza Jak Ta skończywszy na Domu o Zielonych Progach i Czerwonym Tulipanie. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie przeglad.wgorach.art.pl/2009.
wtorek, 21 lipca 2009
Kropka: dzień trzeci i podsumowanie
Trzeci dzień opisuję z małym poślizgiem, po prostu poprzednie posty wysyłałem MMSem, co nieco ograniczało moją wylewność. Ale najpierw podsumowanie tego, co miało miejsce przez cały weekend. Na wstępie pozdrawiam Martę i Kamisia, które dzielnie dotrzymywały mi towarzystwa, Wottka i Zet, za których przewodem dostaliśmy się na dalekie południe oraz Kasię i Gosię, z rozczochranymi myślami ;-).
III Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej Kropka 2009 odbył się, jak co roku, w Głuchołazach, niewielkim miasteczku położonym u progu Gór Opawskich. Pierwszy dzień upłynął pod znakiem koncertu "Graj nam graj pieśni skrzydlata!", na którym znani niemal wszystkim wykonawcy zanurzyli się w krainie łagodności. Zabrakło niestety Wolnej Grupy Bukowiny, która to podobno zakontraktowała się w tym samym czasie na borowickiej imprezie "Gitarą i piórem". Jako pierwszy wystąpił głuchołaski band "Za mało piwa", rozkręcając nieco ospałą publiczność (której trzon stanowili miejscowi wespół z dziećmi z kolonii). Następnie krakowski "YesKiezSirumem" wprowadził mocno poetycki nastrój, w którym zabrakło według mnie porządnej muzyki – pomimo całkiem fajnych tekstów utwory absolutnie nie wpadały w ucho, stanowiły zbyt różnorodną mieszankę stylów. Ogromne brawa zebrał Jerzy Filar, doskonale sprawdzający się w roli showmana. Tomek Jarmużewski wraz ze swoją ekipą przedstawił kilka premierowych kawałków, w tym "Połoniny traw", do dziś latające mi do głowie, a nieistniejące (jeszcze) w żadnym śpiewniku. Niezapomniany koncert dał Robert Kasprzycki, porywając pod scenę sporą grupkę ludzi. Jako ostatni wystąpił zespół "Słodki Całus od Buby", przynudzając nieco, i bisując znanym i lubianym utworem "Raz do roku" (tu "łyp" okiem do jego zadeklarowanych wrogów :-)). Całość skończyła się około godziny 1:00, od razu powędrowaliśmy na nocleg do PTSMu. Całe szczęście, że ktoś mądry zamontował obok schroniska tory, bo idąc nimi nie sposób się zgubić ;-). Na miejscu poznaliśmy Gosię i Kasię z zespołu "Myśli rozczochrane wiatrem zapisane", przygotowujące się do debiutowego występu.
W drugim dniu powędrowaliśmy na chwilę w góry, a potem przysiedliśmy nad rzeką z gitarą. Popołudniu rozpoczął się koncert debiutów, przerwany nagle nawałnicą z piorunami uderzającymi niedaleko sceny. Wśród ogólnych pisków publika pouciekała pod piwne parasole, gdzie niechcący wywiązała się alternatywna impreza. Zarządzono przerwę na rozłożenie zadaszenia, poszliśmy więc do restauracji "Pod amorkiem", wyciągnęliśmy gitarę i za parę minut śpiewało już z nami pół sali :-). W pewnej chwili dosiadł się też Tomek Jarmużewski, dając nam mały koncert i wbijając do głowy "Połoniny traw". Przez dłuższy czas życie zatruwał nam niezbyt trzeźwy pan Wojtek z Wadowic (specjalnie dla niego pozdrawiam tu kremówki i papieża), maskotka sobotnich koncertów, który zataczał się wokół nas, grając na czymś, co kiedyś było gitarą ;-). O 20:45 festiwal został wznowiony. Niestety większości konkursowych piosenek nie widzieliśmy, mówi się trudno. Spod ziemi wyrosły po deszczu tony błota, po znalezieniu w miarę suchego kawałka gruntu słuchaliśmy kolejno "Pod jednym dachem", "Małżeństwa z rozsądku", "Szczytu możliwości", Macieja Służały, "Żeby nie piekła", "Basi Beuth, "Domu o Zielonych Progach", Apolinarego POLka i "Ciszy jak tej" (która bezczelnie nie zagrała kołysanki!). W nocy w PTSMie rozpoczęło się wielkie śpiewanie, do białego rana. Twardo akompaniowali m.in. Michał Łangowski i ponownie Tomek Jarmużewski
Trzeci dzień przyniósł świetnego newsa, mianowicie dziewczyny z "Myśli rozczochranych..." zgarnęły większość nagród i nominacji na festiwale, zajmując w konkursie drugie miejsce (a pierwszego nie było!). Po koncercie laureatów rozpoczęły się występy czeskich wykonawców – "Hop Trop" (typowych przedstawicieli zamerykanizowanej nieco trampské hudby), "Listek", "Špunt" i "Wabi Daněk". Na deser zostawiono folkową Orkiestrę Św. Mikołaja (z której muzykiem, Bogdanem Brachą, przegadaliśmy na ławce z godzinę) oraz znany w Polsce z filmu "Rok diabła" zespół Čechomor. Przyjechało sporo Czechów, zostałem nawet z jednym pomylony, bo nosiłem koszulkę z napisem "V horách je všechno co miluji" ;-).
Podsumowując – festiwal udał się znakomicie. Irytowały niespontaniczne i udawane na siłę bisy, straszyła pogoda i błoto, ale w ostatecznym rozrachunku – aż szkoda było wracać do Wrocławia :-).





