Natrafiłem ostatnio na świetne radio internetowe, grające głównie poezję śpiewaną, ze szczyptą polskiego rocka i domieszkami Nohavicy :-). Zwie się "Radio Widoczek" i czai się na nic nie podejrzewających słuchaczy pod adresem http://radio.widoczek.nets.pl/.
Jak je uruchomić? Wystarczy Winamp. Z racji, że Winampa bardzo nie lubię, przedstawię metodę alternatywną. Mianowicie wchodzimy na stronę http://www.screamer-radio.com/, ściągamy odpowiadającą nam wersję darmowego programu Screamer Radio, a następnie instalujemy go. Po uruchomieniu Screamer'a wybieramy z menu "File -> Open URL" i wklepujemy w pole tekstowe "http://sc1.readycast.org:8302/listen.pls". Po zatwierdzeniu klikamy na "Play". Tadam! Prawda, że proste? Powinno to wyglądać tak:
Jeśli język Szekspira nie jest Wam zbyt bliski, możecie oczywiście zmienić go na polski. Podpowiadam, że stoi za tym opcja "Language" :-).
Zrobię mały wyłom w Nohavicy, Bukowinie, SDMie i Zadurze, przechodząc na moment do Andrzeja Poniedzielskiego. Pochodzący z moich rodzinnych Kielc artysta nazywany jest w środowisku artystycznym "logiem listopada", z uwagi na swoją dość oryginalną osobowość. Jako konferansjer i bard sprawia wrażenie ostoi spokoju i skromności, charakteryzuje go jednak błyskotliwy sposób operowania słowem, wywierający niesamowite wrażenie na widowni.
Ale dosyć o Poniedzielskim, niniejszy post ma za zadanie zaprezentować jego utwór Chyba już można..., należący do kanonu Krainy łagodności. Skąd chęć napisania o nim? Najwyraźniej mam słabość do kołysanek :-).
Dziś poszedłem sobie na koncert imieninowy Leszka Kopcia, znanego we Wrocławiu niewidomego artysty i dziennikarza Polskiego Radia. Impreza odbyła się w Oratorium Marianum na Uniwersytecie Wrocławskim, pośród pełnej przepychu scenerii. Muzyka Leszka, choć mollowa, była tak naładowana emocjami, że ciarki biegały po plecach jak stado antylop :-). W szczególności przy utworach z akompaniamentem gitary panował szczególny, magiczny klimat. Część koncertu odśpiewali artyści gościnni, związani ze stowarzyszeniem Widnokrąg. Próbkę możliwości artysty znajdziecie pod tym adresem.
PS. I taaaaaaaaaaakie ogromne dzięki Kamisiowi za bilety i Adze za towarzystwo :-D.
W sobotę wróciłem z Ostravy, gdzie nabrałem nieco ochoty na rozpracowanie kilku nowych tekstów Nohavicy. Zacznę od Pro malou Lenku, piosenki, którą Jarek zadedykował swojej małej córce. Pojawiła się na płytach (a raczej kasetach :-)) Písně pro V.V. i Osmá barva duhy, oraz w filmie Rok ďábla. Na YouTubie występuje w wersji fajnej, acz nieco niekompletnej:
Jaromír Nohavica, Pro malou Lenku
Jak mi tak docházejí síly, | a D7
já pod jazykem cítím síru, | G G/F# e
víru, ztrácím víru, a to mě míchá, | a D7 G
minomety reflektorů střílí, | a D7
jsem malým terčem na bitevním poli, | G G/F# e
kdekdo mě skolí, a to mě bolí, u srdce píchá. | a D7 G
Rána jsou smutnější než večer, | a D7
z rozbitého nosu krev mi teče, | G G/F# e
na čísle 56 109 nikdo to nebere, | a D7 G
rána jsou smutnější než večer, | a D7
na hrachu klečet, klečet, klečet, | G G/F# e
opustil mě můj děd Vševěd a zas je úterek. | a D7 G
Jak se ti vede? | a D7
No někdy fajn a někdy je to v háji, | G G/F# e
dva pozounisti z vesnické kutálky pod okny mi hrají: | a D7 G
tú tú tú ... | a D7 G e a D7 G a D7 G e a D7 G
Jak říká kamarád Pepa:
co po mně chcete, slečno z první řady,
vaše vnady mě nebaví a trošku baví,
sudička moje byla slepá,
když mi řekla to, co mi řekla,
píšou mi z pekla, že prý mě zdraví, že prý mě zdraví.
Má malá Lenko, co teď děláš,
chápej, že čtyři roky, to jsou čtyři roky
a čas pádí a já jsem tady a ty zase jinde,
až umřem, říkej, žes' nás měla,
to pro tebe skládáme tyhle sloky,
na hrachu klečíme a hloupě brečíme a světu dáváme kvinde.
Rána jsou smutnější než večer...
Muzyka
Na samym końcu posta zamieściłem link do tabulatury, ogólnie polecam jej rozpracowanie, bo zwykła gra na bicia jest w tym przypadku mało ciekawa. Dociekliwi już pewnie zauważyli w chwytach to cudowne przejście od G-dur do e-moll, eksploatowane w Stalkerze Zbigniewa Hołdysa i w Połoninach niebieskich Adama Drąga. Na akustyku brzmi nieziemsko :-).
Tłumaczenie
Tekst piosenki okazał się bardzo niewdzięcznym materiałem do tłumaczenia, z uwagi na duże natężenie czeskich powiedzonek i aluzji. Bardziej poetycką i nadającą się do śpiewania wersję opublikuję nieco później. Tymczasowo przedstawiam przekład dosłowny, trochę kulawy, ale na bieżąco uzupełniany.
Jak mi tak docházejí síly
Gdy mi się wyczerpią siły
já pod jazykem cítím síru
Ja pod językiem czuję siarkę (wnioskując z tekstu, oznacza to bezsilność)
víru ztrácím v sebe víru
wiarę, tracę wiarę w siebie
a to mě míchá
I jestem zmieszany
Minomety reflektorů střílí
Moździeże reflektorów strzelą
jsem malým terčem na bitevním poli
Jestem małym celem na bitewnym polu
kdekdo mě skolí a to mě bolí
Każdy mnie zabija, a to mnie boli
u srdce píchá
U serca kłuje
Rána jsou smutnější než večer
Ranki są smutniejsze niż wieczór
z rozbitého nosu krev mi teče
Z rozbitego nosa krew mi ciecze
na čísle padesát šest jedna nula devět
Pod numerem 56-109
nikdo to nebere
Nikt nie odbiera
Rána jsou smutnější než večer
Ranki są smutniejsze niż wieczór
na hrachu klečet klečet klečet
Na grochu klęczeć, klęczeć, klęczeć
opustil mě můj Děd Vševěd
Opuścił mnie mój Děd Vševěd (dosłownie "Dziad wszechwiedzący", znana w Czechach postać, odsyłam do filmu)
Tydzień temu, podczas opuszczania rozognionego słońcem Masywu Śnieżnika, grając na gitarze na polanie nie mogłem odgonić swoich myśli od piosenki "Pożegnanie" Mariusza Zadury. Brzmi ona mniej więcej tak:
Oczywiście po zajrzeniu w śpiewniki okazało się, że akordów do "Pożegnania" nikt nigdy nie rozpisał. A szkoda, bo kawałek naprawdę zacny i zakrawający na gitarowy hit. Tak więc pomagam mu wyjść z ukrycia.
Mariusz Zadura, Pożegnanie AKA Pożegnanie z latem
(przygrywka: e7 A7 /x4)
Przyprószone płowością jesieni gór skronie, | e D e
Jarzębiny się stroją w purpurowe grona, | e G D G
Nad zębaty horyzont wznoszę puste dłonie, | G D e
By odpędzić nostalgię i żal móc pokonać. | C D h7 A7
Chmur okręty beztrosko żeglują po niebie,
Liści grad kolorowy opada bezwolnie,
Zima goni już jesień, a ja chciałbym wreszcie,
Znaleźć to czego szukam niespokojnie.
Zostawiam was góry, | C D
Na łaskę i niełaskę nieba, | e
Na wiatru i deszczu, | G D
Wieczne hulanie, | h7 A7
Na bezlitosny wojsk jesieni przemarsz, | e D h7 A7
By wiosną błagać o zmiłowanie. | C D h7 A7
Pozostawiam spienione żyły strumieni,
Śpiewającą cudownie po kamieniach wodę,
Już opuszczam me lasy z ich żywicznym tchnieniem,
I was smreki, wiecznie zielone i młode.
Do połonin niebieskich odwracam już oczy,
Czekam wozu z błękitu z niebieskimi końmi,
Sycę zmysły widokiem, by duszę zamroczyć,
Ale wiatr cieknie między wzniesionymi dłońmi.
(Jacorowi za wprowadzone w chwytach poprawki mówimy głośne dzięęę-kuuu-jeee-myyy!)