Ostatnio amerykańskie klasyki wpadają mi w ucho na tyle skutecznie, że postanowiłem zmierzyć się z jedną z muzycznych legend. W sierpniu 1939 r., gdy Europa szykowała się do najstraszniejszej z wojen, na ekrany kin w USA wszedł "Czarnoksiężnik z Oz", żelazny kanon filmu fantasy. Główną rolę zagrała w nim Judy Garland, której przy okazji przypadł zaszczyt zaśpiewania piosenki "Over the Rainbow". Świat oszalał na punkcie tego utworu, a sama Judy zyskała nieśmiertelną sławę. Oto wersja z 1955 roku:
A oto i wspomniane wyzwanie - w miarę zgrabne tłumaczenie:
W niebie (oryg. Over The Rainbow)
muz. Harold Arlen, sł. E.Y. Harburg, tłum. Grzegorz Pietrzak
W niebie, gdzieś ponad tęczą, w górze tam,
Jest ten świat z kołysanek, właśnie stąd go znam.
W niebie, gdzieś ponad tęczą, ja to wiem,
Że wszystkie sny, które wyśnisz,
Wszystkie spełnią się.
Któregoś dnia pomarzę i
Obudzę się z księżycem mym
W obłoku.
Gdzie troski nikną w blasku gwiazd
Nad kominami wielkich miast,
Gdzie wiatr wśród włosów.
W niebie, gdzieś ponad tęczą, drozdy mkną
Drozdy szybują nad tęczą,
Czemu więc nie chcą mnie tam wziąć?
Toż małe, wątłe drozdy mkną ponad tęczy łuk
Czemu więc, czemu więc nie ja?
Z potrzeby chwili napisałem ostatnio polskie tłumaczenie piosenki "Ladovská zima", śpiewanej przez Jaromíra Nohavicę. Tekst utworu za każdym razem rozśmiesza do łez czeską publiczność, dla Polaków jest jednak mało zrozumiały. I nie chodzi tu o różnice językowe, a kulturowe. Skąd moglibyśmy wiedzieć, że pociągi Pendolino spóźniają się przez wadliwe CD-ROMy, a Mogul to popularna marka oleju samochodowego :-).
Na początek posłuchajcie oryginału:
A teraz pora na przekład. Zdaję sobie sprawę, że tłumaczenie jest dalekie od oryginału i że odchodzi nieco od koncepcji samego Nohavicy. Ale inaczej się nie da, pozostaje mieć nadzieję, że wyłapałem wszelkie niuanse i ukryte znaczenia. Miłego śpiewania!
Jaromír Nohavica, Cudowna zima, wolne tłumaczenie
Za śnieżką śnieżka
z obłoków pada,
chwilkę poczeka
i wnet się topi.
W starym fotelu
siedzi pan Lada,
na płótnie kreśli
białe widoki.
Cudowna zima
za oknem trwa,
za serce chwyta
zimowy szał.
Cudowna zima,
dzieci na saniach,
mkniemy przed ołtarz
przywitać Pana.
Bim bam bim bam
bim bam bim bam
bim bam bim.
To mokre, białe świństwo wpada mi za szyję,
już czwarty miesiąc z rzędu ciągle mamy chryję.
Wciąż smaruję plecy, chowam się w stos pierzyn,
a gdy się obudzę - znowu, kurwa, śnieży.
Dzieci mają zmarzłe kości,
sankami jeżdżą już bez radości.
Marznę jak pies, trwa siarczysty mróz,
w baku pływa lód, nie odpala wóz,
kolumny aut suną krok za krokiem,
bo drogowcy, jak z każdym rokiem
są zaskoczeni całkowicie,
że śnieg im zasypał ulice.
Intercity utknął w drodze do Poznania,
kiedy ktoś zamarzł bez ogrzewania.
A policjanci? Mieli dość tej imprezy,
odstawili Polonezy
Cudowna zima...
Bim bam bim bam...
Zakopianka w bezruchu, trąbią z każdej strony,
bo turyści z Krakowa
mają letnie opony.
W Pcimiu przy pierwszej chałupie
sadzili już ziemniaki,
a teraz są w ... (wiecie gdzie, dzieciaki).
Na TVP1 Studio Śnieg,
Kret siedzi na saniach,
a w Warszawie dramat, jak na Sybirze.
Trzy centymetry śniegu, na Pałacu cztery, bo wyżej.
Gdzieś w oddali błyszczy zaśnieżona Ślęża,
mówię sobie: Praojcze Lechu, ale z ciebie siermięga!
Gdybyś zaszedł jeszcze te parę kilometrów dalej!
Ganiałbym tu w kąpielówkach w ciepłym, letnim kraju.
A tak - człowiek się boi pójść do Tesco na zakupy!
Bo na tych równych dachach leżą śniegu kupy.
Do tego wszystkiego zamarzł mi nos i lica.
W radiu śpiewa prowokator - Nohavica.